5 dni w Krainie Ognia i Lodu, czyli zimowa podróż na Islandię. Lista miejsc + mapa

Nie napiszę, że morsowałam zanim to było modne. Ale śmiało mogę napisać, że byłam na Islandii, zanim to było modne 😀 A co więcej dodam, iż zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia, zrobiła na mnie piorunujące wrażenie – na tyle ogromne, że wróciłam tam drugi raz i że wciąż marzę by wracać i eksplorować tę niezwykłą wyspę wzdłuż i wszerz. Ale od początku. Zaczęło się od tanich lotów…

…bo za bilet w styczniu do krainy ognia i lodu zapłaciłam około 250 zł/os (bez dodatkowych bagaży). Ciekawa odległego lądu położonego na wodach Atlantyku pomiędzy Norwegią a Grenlandią nie omieszkałam skorzystać z tej atrakcyjnej ceny.

5 “nocy polarnych”

Na Islandii nie występuje klasyczna noc polarna, ale grudzień i styczeń to te miesiące, kiedy za dnia zaledwie kilka godzin jest faktycznie jasno, zatem aby zobaczyć choć namiastkę Islandii trzeba było przygotować konkretny “program” zwiedzania.

Moim zdaniem wybierając się zimą na tę wyspę należy być przygotowanym na to, iż pogoda może skutecznie pokrzyżować najlepiej skrojone plany. Islandia to taki ląd, gdzie faktycznie natura rządzi ponad człowiekiem, nikogo więc nie dziwią zamiecie śnieżne, zasypane główne drogi, czy sztorm. Dlatego uważam, że dużym szczęściem było trafienie tam na słoneczną pogodę, jaką mieliśmy przez 80% tego wyjazdu.

Wynajem auta i rezerwacja noclegów

Nie wyobrażam sobie eksplorowania Islandii bez samochodu – bez względu na porę roku. Dzikość tego miejsca sprawia, że o wiele łatwiej dotrzeć w pewne bezludne “zakamarki” wyspy, czując ogromną wolność i niezależność.

Z polecenia znajomych wynajęliśmy auto od sprawdzonej, polskiej wypożyczalni – IcePol (https://icepole.eu/). Z szerokiej oferty wybór padł na Mitsubishi Pajero, które nie zawiodło nas w żadnym aspekcie. Przestronne auto typu jeep pewnie pokonywało trudne islandzkie warunki. Spokojnie zmieściliśmy się 5-osobowym składem. Na bagaże także było sporo miejsca w całkiem sporym bagażniku.

Miejsc do przenocowania warto szukać na takich stronach jak Booking.com czy Airbnb.com. Im dalej od “kluczowych” atrakcji tym taniej. My w trakcie naszego tripu płaciliśmy za noc w granicach 600/1000 zł. To co istotne – na Islandii ciepło wytwarzane jest na bazie termicznych wód, zatem nawet w najgorszych warunkach nie powinniście narzekać na zimno w wynajętym pokoju czy apartamencie. Często można też złapać miejscówki z takimi udogodnieniami jak np. jacuzzi. Kąpiel w gorącej wodzie z bąbelkami nigdy nie smakowała tak dobrze jak pod zimowym islandzkim niebem 😉

Warto wspomnieć, że zima to dobry czas na odwiedzenie islandii także ze względu na niższe koszty. Opłata za miejsca noclegowe, samochód czy nawet same bilety samolotowe ze względu na trudniejsze warunki atmosferyczne są po prostu tańsze.

Lista “podstawowych” atrakcji

Odwiedzając Islandię pierwszy raz w życiu i to zimą warto zaliczyć kilka podstawowych atrakcji, które znajdują się z bliskiej odległości od lotniska Keflavik/Reykjavik. Dlaczego polecam coś oklepanego? Ano z tego powodu, że o tej porze roku Kraina Ognia i Lodu jest totalnie nieprzewidywalna – czasem dopisze piękny, słoneczny, lecz mroźny dzień, a czasami zaskoczy burza, zamieć śnieżna i główna droga nr 1 staje się w sekundzie nieprzejezdna, a Wy odcięci od świata 😉

Dlatego jeśli rozważalibyście zimowy wypad na Islandię to poniżej znajdziecie listę podstawowych atrakcji, które znajdują się w stosunkowo bliskiej odległości od lotniska.

Islandzki Złoty Krąg

Wodospad Gullfoss – Islandia posiada niezliczoną ilość wodospadów, a jeden z nich i to całkiem spektakularny można podziwiać bardzo blisko Reykjaviku. Gullfoss, bo o nim mowa, należy do Golden Circle, stąd też możecie tutaj spotkać sporo turystów. Kaskadowe ułożenie i duża moc jaką wytwarza ogrom przepływającej tutaj wody robią naprawdę duże wrażenie. W islandzkim tłumaczeniu nazwa wodospadu oznacza dosłownie “Złoty Wodospad”. Liczy on 32 metry. W zimie można zobaczyć go w nietypowej formie, bowiem aura często sprawia, że Gullfoss zamarza, tworząc spektakularne formy lodowe.

Geysir – na terenach geotermalnych położonych nieopodal stolicy Islandii można podziwiać wybuchy gorącego źródła. Co kilka minut z ogromną siłą gorąca woda wydobywa się na wysokość kilkudziesięciu metrów, tworząc niemałe widowisko. W słoneczny dzień zjawisko to wygląda naprawdę bajecznie.

Sam tytułowy Geysir jest mało aktywny – jego erupcje następują z odstępami kilkuletnimi. Natomiast sąsiedni gejzer o nazwie Strokkur zapewnia to niezwykłe widowisko co kilka minut – warto zajrzeć 😉

Park Narodowy Þingvellir – to tutaj masz okazję podziwiać miejsce wpisane na Listę UNESCO. Þingvellir jest miejscem istotnym ze względu na rangę historyczną – to tam właśnie w X wieku powstał pierwszy na świecie parlament wybrany w sposób demokratyczny. Ja jednak chciałabym zwrócić uwagę na inną ciekawostkę, mianowicie Park Narodowy położony jest na styku dwóch płyt tektonicznych – północnoamerykańskiej i eurazjatyckiej. Dla zwiedzających przygotowana jest specjalna trasa dydaktyczna, gdzie można podziwiać to naturalne zjawisko. Spacer na styku dwóch kontynentów – czyż nie brzmi ekscytująco? 😉

Wodospad Seljalandsfoss

Ten mierzący 60 m wodospad przyciąga rzesze turystów. Miejsca takie jak to są bardzo przystosowane pod turystykę i stosunkowo łatwe do zobaczenia. Niemniej jednak należy spodziewać się tu raczej sporego ruchu (na samotną fotkę w środku dnia raczej nie ma co liczyć). Zimą można napotkać małe trudności z bliskim podejściem, gdyż wokół wodospadu przy mroźnej aurze tworzy się lodowa pokrywa na ziemi. W lecie natomiast jest nawet możliwość podejść bliżej, zaglądając “wgłąb” wodospadu 😉 Uściślając można po prostu przejść za strumieniami spadającej w dół wody specjalnie wytyczoną ścieżką.

Tip – odchodząc nieco w lewą stronę można znaleźć moment sam na sam z podobnym, lecz mniejszym wodospadem, a za tym bardziej “intymny” spot 😉

Wodospad Skógafoss

Powstający z rzeki Skóga wodospad liczy 60 m wysokości. Położony tuż przy głównej islandzkiej trasie nr 1 jest bardzo ‘dostępny’ a więc i bardzo popularny wśród odwiedzających wyspę. Zobaczyć na żywo Skógafoss można w dwojaki sposób – bezpośrednio przy słupie opadającej wody lub wspinając się na wzgórze i obserwować cały “spektakl” z góry.

Laguna lodowcowa Jökulsárlón

Najbardziej oddalonym od lotniska punktem, jaki zobaczyłam zimą na Islandii, były okolice lodowca Vatnajökull – największego lodowca na wyspie. To tam można obserwować lagunę powstającą z topniejącego się lodowca. Warto się tam wybrać na krótki spacer, obejrzeć te niezwykłe dary natury z bliska. Przy okazji można też zaobserwować foczki, które żyją na lagunie.

Lodowce Islandii – Eyjafjallajökull, Vatnajökull, Mýrdalsjökull

W południowej części wyspy w bliskiej odległości od trasy numer 1 można dostać się do trzech lodowców, w tym tego największego z nich. Przy okazji wizyty przy Lagunie Jökulsárlón można skorzystać z oferowanych wycieczek z przewodnikiem i poeksplorować sam lodowiec czy powstałe w nim jaskinie.

Ja z tej opcji finalnie nie korzystałam, więc trudno ocenić opłacalność wykupienia wycieczki (tego typu atrakcje są bardzo drogie, jak i sama Islandia), natomiast udało mi się zobaczyć lodowiec z bliska docierając do niego spontanicznie na własną rękę. Emocje sięgały zenitu, gdy Pajero pokonywało pagórki o ogromnym nachyleniu, za to krajobrazy jakie mogliśmy podziwiać – dosłownie jak nie z tej ziemi!

Hveragerði

Jeśli jeszcze nie wiedzieliście to na Islandii można wykąpać się w tzw. “hot springs” – gorących sadzawkach i rzeczkach, gdzie geotermalna ciepła woda ogrzeje zmarznięte ciało. Takich miejsc jest na wyspie sporo, natomiast polecam Wam sprawdzony hot spring położony w południowo-zachodniej części wyspy. Wprawdzie trzeba do niego dotrzeć pokonując krótki trekking pomiędzy islandzkimi wzgórzami, ale po przebyciu trasy czeka nas przyjemna, ciepła rzeczka. Okolica jest przystosowana do wizyt turystów, bo do dyspozycji są prowizoryczne ‘przebieralnie’ w postaci małych parawaników. Jedyne ostrzeżenie jest takie, że należy się przygotować na przyjęcie specyficznego jajecznego zapachu 😉 A to wszystko ze względu na zawartość siarki w wodzie termalnej.

Reynisfjara Beach

Jedno z moich ulubionych miejsc na wyspie – czarna plaża i bazaltowe formy skalne. Miejsce tak klimatyczne, że aż czuję gęsią skórkę kiedy to piszę.

Na Reynisfjarze wreszcie poczułam prawdziwą potęgę Islandii. Po kilku słonecznych i mroźnych dniach to tam właśnie pogoda zmieniła się o 180 stopni, serwując niesamowicie silny wiatr, deszcz, grad, co w rezultacie doprowadziło do przemoczenia ubrań. W internecie popularne są filmy z tej plaży, kiedy to turyści podchodzą niebezpiecznie blisko do krawędzi wody, nie zwracając uwagi na aurę oraz szalejące fale, a te na przekór podmywają niespodziewanie kilka osób.

Mapa wymienionych punktów

Wszystkie wymienione wyżej miejsca znajdziecie na poniższej mapce, którą z powodzeniem możecie wykorzystać jako plan zwiedzania tej niezwykłej wyspy. Mapkę w pełnej rozdzielczości znajdziecie pod linkiem: Mapa Islandia

Paulina

Dotychczasowe podróże: USA, Islandia, Tajlandia, Wielka Brytania, Włochy, Portugalia, Kuba, Austria, Niemcy, Norwegia, Turcja, Bułgaria, Cypr, Malta, Czechy, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Hiszpania, Słowacja, Polska | Sprzęt foto: iPhone XS, Nikon D5500 | Dron: DJI Spark

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top