Bieszczady i okolice – 4 trasy o różnym poziomie trudności + mapy szlaków

Pandemiczny czas sprzyja odkrywaniu tego, co „nasze”, polskie, lokalne. Mając do wyboru miejsca w Europie z „gwarancją pogody” czy egzotyczne destynacje poza kontynentem kontra bieszczadzką dzicz, większość z nas z pewnością wybiera te pierwsze opcje. Możliwe, że niesłusznie – bo w Polsce także mamy wiele niesamowitych, nieskażonych ludzką ręką miejsc, gdzie skutecznie można wypocząć i cieszyć się pięknem przyrody. Zapraszamy na krótką wycieczkę na południowo-wschodni kraniec naszej ojczyzny.

Zmęczone już nieco bieżącą sytuacją, szukamy możliwości, by nadal mimo wszystko pielęgnować naszą podróżniczą pasję. Coraz mniej awersji mamy do destynacji, które wymagają wielogodzinnej drogi spędzonej w aucie. Spragnione wolności pakujemy walizki i wyposażone w pracownicze laptopy gnamy na przeciwległy koniec kraju, by poczuć wolność i maksymalnie wykorzystać zalety pracy w systemie zdalnym.

W Bieszczady trafiłyśmy w pierwszym kwartale tego roku już dwukrotnie – za każdym razem poznając nowe miejsca i przeżywając inne przygody. Na łamach bloga podzielimy się z Wami kilkoma informacjami, co warto zobaczyć, decydując się na pobyt w Bieszczadach.

Zdobądź królową Bieszczad – Tarnicę

Tarnica (1346 m n.p.m.) to najwyższy szczyt Podkarpacia, wchodzący w skład Korony Gór Polskich. Wejść na Tarnicę można od różnych stron, różnymi szlakami o różnej długości, jednak nie będąc pewnym warunków, jakie panują w górach, mój wybór padł na krótki trekking, który swój początek miał w osadzie Wołosate.

Wołosate to malutka wioska, w niedalekiej odległości od granicy państwa oraz sąsiadującej Ukrainy. Jeśli liczysz tutaj na zasięg lub aktywność map w telefonie – ostrzegam, możesz się zawieść. Dlatego warto przygotować się do wędrówki wcześniej – np. pobierając mapy offline, bądź zaopatrując się w wersję analogową, drukowaną.

W Wołosatym do dyspozycji turystów jest obszerny parking. Opłata za pozostawienie na nim auta wynosi obecnie 12 zł. Na parkingu polecam także załatwić wszelkie potrzeby fizjologiczne (do dyspozycji turystów jest toaleta), gdyż wędrując szlakiem prowadzącym na Tarnicę nie natkniemy się na żadne schronisko.

Wejście na Tarnicę według wyliczeń Parku Narodowego powinno zająć około 2,5 h. Po drodze czeka nas kilka stromych podejść, które pokonujemy idąc przez las. Zimą, kiedy standardowe oznaczenia mogą zawieźć, szlak jest jasno wytyczony przez ustawione dodatkowe taśmy, wytyczające miejsce ścieżki. Dodatkowo trudne podejścia asekurują drewniane balustrady, na których możemy się wesprzeć. Polecam jednak wyposażyć się w raczki i kijki, co ułatwi pokonanie nachyleń.

Po przejściu części trasy położonej w lesie, oczom ukazuje się niesamowity widok na okoliczne szczyty oraz panoramę niższych partii Bieszczad. Tutaj może doskwierać wiatr, który w okresie zimowym wznieca sypki śnieg i jego przemieszczanie się. Ten fragment szlaku prowadzi do Przełęczy Krygowskiego, na której należy odbić w prawo i podążać na Tarnicę żółtym szlakiem. W trakcie całej wędrówki to był najtrudniejszy fragment – śliska, wąska ścieżka, wiodąca zboczem góry, była mocno wyeksponowana na silny wiatr. Na szczęście przejście w niełatwych warunkach ułatwiły raczki, które zapewniały stabilizację i przyczepność.

Wejście na Tarnicę zajęło mi około 2 h. Schodząc – a właściwie uciekając przed przeraźliwie zimnym wiatrem – pokonałam tę samą trasę w niecałą godzinę, cała wyprawa zatem zajęła około 3 h.

Pospaceruj po Połoninie

W Bieszczadach słynnym miejscem są także Połoniny – Caryńska i Wetlińska. Górujące ponad granicą lasu, długie pasma łysych pagórków, przyciągają rzesze turystów, spragnionych bliskich spotkań z naturą oraz poczuciem wolności.

Połoniny to miejsca bardzo wyeksponowane, w związku z czym warunki atmosferyczne są tam mocno odczuwalne. Tego też doświadczyłyśmy wybierając się w styczniu na Połoninę Caryńską.

Szlak, który obrałyśmy, miał swój początek przy Przełęczy Wyżniańskiej. Pozostawiłyśmy auto na oznaczonym parkingu i ruszyłyśmy w trasę szlakiem zielonym. Wejście na szczyt Połoniny miało zająć 1,5 h. Podobnie jak z Tarnicą trasa na Połoninę Caryńską wiedzie przez las z licznymi podejściami. Już tam dało się odczuć siłę wiatru, która wprawiała w ruch głośno skrzypiące gałęzie drzew. Nisko wiszące chmury w szybkim tempie odkrywały i zakrywały fragmenty panoramy Bieszczad, a im wyżej się przesuwałyśmy, tym coraz bardziej otaczała nas mleczna mgła. 

Finalnie dotarłyśmy szczęśliwie na szczyt Połoniny, jednak jakikolwiek spacer czy dalsza wędrówka w innym kierunku niż w stronę parkingu totalnie nie wchodziły w grę. Siła wiatru wzmagająca odczuwanie chłodu oraz niebezpieczeństwo przebywania na otwartej przestrzeni spowodowały, że postawiłyśmy na zdrowy rozsądek oraz wróciłyśmy do samochodu. Połoniny muszą poczekać na inną porę roku lub lepszą aurę 😉

Gromadzyń, czyli uwaga na misie

Położony na wysokości 655 m n.p.m. szczyt to najwyższy punkt niewielkiego grzbietu Równia, biegnącego na południe od Ustrzyk Dolnych. Zaliczany do pasma Gór Sanocko-Turczańskich Gromadzyń, to doskonała propozycja na rodzinny spacer. Szlak nie jest wymagający, a w sezonie narciarskim na górze funkcjonuje wyciąg. Jeśli więc kogoś zmęczy samodzielne pokonywanie wzniesienia, w dół będzie mógł zjechać wyciągiem. 

Trasa, którą chciałam Wam polecić to pętla, która rozpoczyna się i kończy w samym sercu Ustrzyk Dolnych. Całość liczy 6,5 km długości i ze względu na stosunkowo niedużą sumę podejść (236 m), drogę można pokonać w ok. 2 godziny.

Na niebieski szlak prowadzący na szczyt weszłam w miejscu, gdzie droga krajowa 84 (ulice 1 Maja i 29 Listopada), krzyżuje się z ulicą Kolejową. Przez pierwsze pół kilometra idziemy chodnikiem. Bardziej naturalny teren zaczyna się tuż za stadionem. W tym miejscu warto zwrócić uwagę, gdzie tak naprawdę biegnie szlak i nie zapędzić się w pobliską ślepą uliczkę 🙂 Ten odcinek – aż do odejścia w kierunku Cmentarza Żydowskiego prowadzi niemal przez pole, które tylko gdzieniegdzie porośnięte jest drzewami. 

Tuż przy odejściu rozpoczyna się las. Początkowo dość gęsty i wysoki, jednak z czasem zacznie ustępować miejsca mniejszym drzewkom iglastym. Ponieważ tego dnia pogoda dopisała, lekko oprószone śniegiem choinki i iskrząca w płomieniach słońca, niemal brokatowa powłoka śniegu robiły niesamowity klimat.

Po przejściu ok. kilometra szlak skręca w lewo, a my wchodzimy na Pasmo Równi. Ponieważ na początku marca i do tej części Polski powoli zaczęła już witać wiosna, spod śniegu zaczyna wyglądać dość rozmoczona warstwa ziemi. Warto więc patrzeć pod nogi, aby nie zaliczyć ślizgu 🙂  Po około 50 minutach od wyruszenia w drogę jesteśmy u celu, skąd możemy podziwiać szusujących po stoku narciarzy i snowboardzistów.  

Gdy tylko nacieszymy się widokiem na panoramę Ustrzyk, pora ruszać w dalej. Kolejne 600 metrów kontynuujemy podążając grzbietem, skąd możemy podziwiać widok na nieosłonięte przez drzewa doliny i pagórki. W tym miejscu niebieski szlak odbija w kierunku miejscowości Równia, my zaś idziemy dalej trzymając się żółtych oznaczeń. Za około 500 m zgodnie z oznaczeniami powinniśmy odbić w lewo i wejść na ścieżkę, biegnącą poprzez zagajnik (jak się później okaże ta część trasy jest zamieszkana przez niedźwiedzie, jednak na szczęście mi nie udało się spotkać żadnego:). Trasa jest dość stroma, ale zamontowana wzdłuż drewniana poręcz ułatwia zejście, nawet pomimo dużej ilości śniegu. Ze względu na ostrzeżenia o misiach, nie rekomenduję eksplorowania tego terenu poza utartymi szlakami 🙂

Po pokonaniu najbardziej stromego odcinka odbijamy nieco w lewo, a następnie w prawo. Trasa jest dobrze oznaczona, więc naprawdę trudno jest się tu zgubić. Warto uważać jedynie pokonując trzy kładki, które podczas chłodniejszych miesięcy są pokryte śniegiem i lodem. Jednak ponieważ i tym razem zabezpieczono je drewnianymi poręczami, nie stanowi to większego wyzwania. Po 25 minutach od pokonania gromadzyńskiego szczytu jesteśmy na dole, w miejscowości Jasień. Od tego momentu, dalszą część trasy pokonujemy już po chodniku. Po drodzę warto zatrzymać się przy kościele pw. Matki Bożej Bieszczadzkiej, która posiada wyjątkową dzwonnicę i piękny, drewniany ołtarz polowy. 

Fani muzealnych eksponatów, po dotarciu do Ustrzyk Dolnych mogą zajrzeć do Muzeum Młynarstwa i Wsi, które mieści się na rogu ulic Fabrycznej i Kolejowej. 

Kamienna Laworta – prawdziwa gratka dla fanów zimowego szaleństwa

Kolejny szczyt Gór Sanocko-Turczańskich, z którego można wyruszyć bezpośrednio z Ustrzyk Dolnych. Laworta ma 769 m n.p.m, a na jej północnym stoku znajduje się stacja narciarska. Choć w tym wypadku suma podejść wybranej przez nas trasy wynosiła 326 m, jej pokonanie nie powinno stanowić problemu nawet dla rodziny z dziećmi. 

Ponieważ nasz “spacer” rozpoczęłyśmy dość późno, zdecydowaliśmy się na wejście i zejście tym samym szlakiem. Startujemy z tego samego punktu co podczas wycieczki na Gromadzyń, jednak tym razem nie odbijamy w ulicę Kolejową, a trzymamy się drogi głównej biegnącej przez ul. 29 Listopada. 

Po ok. 400 metrach odbijamy w lewo, w kierunku Parku Pod Dębami. Przed garażami przechodzimy drewnianą kładką nad Strwiążem, a następnie schodkami do góry. Jedna piąta drogi, która mamy do pokonania jest utwardzana, więc spacer, choć pod górkę, przebiega bardzo sprawnie. Dopiero w miejscu gdzie swój bieg kończy ulica Nadgórna zaczyna robić się dość grząsko i po wejściu w bardziej zalesiony teren napotykamy na mieszankę błota i śniegu. Tu warto być czujnym, aby nie zaliczyć brudnego ślizgu. O ile to możliwe polecam zejść nieco z głównej trasy i wybrać alternatywną ścieżkę w miejscu, przez które nie przedziera się jeszcze błotnista nawierzchnia – będzie łatwiej i stabilniej 🙂

Po pokonaniu etapu biegnącego przez zagajnik trasa odbija w lewo. Polecam zatrzymać się tu na chwilę i dobrze rozejrzeć, bo widok jest naprawdę piękny. Ten krótki fragment niebiesko- czerwonego szlaku jest gęsto zalesiony tylko z jednej strony, więc można do woli napawać się panoramą łagodnych pagórków, której nic nam nie przysłania. 

Gdy ruszymy dalej, po ok. 300 metrach ponownie docieramy w głąb lasu. Od tego momentu, aż do samego szczytu widok pozostaje ładny, ale i dość monotonny – wkoło same drzewa. Miłą odmianą będzie więc sam wierzchołek, z działającym wyciągiem, szusujący amatorami sportów zimowych i widokiem na Park Krajobrazowy Gór Słonnych. W dole wyciągu znajduje się restauracja, w której można się posilić i napić grzańca. 

Naszemu zejściu w dół towarzyszy wyjątkowa aura. Zachodzące słońce, przedziera przez gęsto zalesiony obszar i koloruje wierzchołki ciepłymi barwami. I choć robi się coraz chłodniej, a lekki mrozik powoli czuć w palcach u nóg, widoki co chwilę zachęcają do tego, aby uchwycić je na dłużej. Po około 2 godzinach i pokonaniu niecałych 6 kilometrów jesteśmy z powrotem w naszej bazie noclegowej, czyli Poranku w Górach.

Co jeszcze warto zobaczyć w Bieszczadach? Gdzie warto zatrzymać się na nocleg?

W lutym opisywałyśmy nasz pierwszy, tegoroczny pobyt w Bieszczadach, gdzie poza miejscem noclegowym podałyśmy także listę miejsc godnych uwagi i odwiedzenia 🙂 Zajrzyj do naszego wpisu.

Mapka od Bieszczadzkiego Parku Narodowego: https://www.bdpn.pl/images/stories/bdpn/turystyka/turystyka_zimowa.jpg

Ewa

Dotychczasowe podróże: Niemcy, Czechy, Chorwacja, Słowenia, Czarnogóra, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Norwegia, Grecja, Holandia, Węgry | Sprzęt foto: iPhone 11 Pro, Nikon D5200 + Nikkor 50 mm 1:1,8G | Dron: DJI Mavic Mini

One thought on “Bieszczady i okolice – 4 trasy o różnym poziomie trudności + mapy szlaków

  1. Latem 2020 parking Wołosate kosztował 20 zł.
    Pierwsze spojrzenie na szczyt Tarnicy po wyjściu z lasu przyprawiło mnie o łzy wzruszenia, szloch wzruszenia… minionego lata zakochałam się w Bieszczadach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top