65-kilometrowy reset w Tatrach na spontanie – work & travel

Ten wyjazd był typowo spontaniczny – sytuacja epidemiologiczna skłoniła mnie do podjęcia natychmiastowej decyzji o przedłużonym weekendzie w najbardziej majestatycznym miejscu Polski – w Tatrach. Trudno określić, co się wydarzy w najbliższym czasie i czy znów nie będziemy mieli ograniczonych możliwości podróży. Wolałam więc prewencyjnie nacieszyć się jesienno-zimową wersją najwyższego pasma Karpat, złapać chwilkę upragnionego “oddechu” i wrócić z czystym umysłem.

Plan wyjazdu

Plan na taki przedłużony weekend w Tatrach układał mi się od jakiegoś czasu w głowie, ale biorąc pod uwagę ten kawałek “Polski” jako destynację, wcześniej zawsze analizuję prognozy pogody. Zazwyczaj sprawdzam je tutaj: http://pogoda.topr.pl/ i na tej podstawie podejmuję decyzję, czy warto jechać w góry i czy aura umożliwi piesze wycieczki.

Akurat przed weekendem, który finalnie spędziliśmy w Tatrach, prognozy zapowiadały zachmurzenia, ale najważniejszym czynnikiem był brak śniegu oraz ulewnych deszczy i burz – każdą inną pogodę “przetrwam” bez problemu.

Z racji, że zapowiadane prognozy były poprawne – w piątek zdecydowaliśmy się jechać. Plan wycieczki wyglądał następująco:
* wyjeżdżaliśmy w sobotę – bez konkretnych założeń na ten dzień, a więc i bez pośpiechu. Po dojechaniu na Podhale zajrzeliśmy do miejscowości Jurgów, gdzie zobaczyliśmy urocze stare chaty na jednej z polan tuż przy granicy polsko – słowackiej
* w niedzielę zaplanowaliśmy wędrówki górskie
* w poniedziałek pracowaliśmy, a po pracy urządziliśmy sobie wieczorny spacer po Zakopanem, smakując górskie serki i podziwiając niemal puste miasto
* we wtorek ponownie ruszyliśmy na szlak, a potem około 18:00 udaliśmy się w drogę powrotną do Wrocławia.

“Ulubioną” Zakopianką do celu

Wyjazd w sobotę przed południem ma swoje zalety – na przykład mniejszy niż zazwyczaj ruch na Zakopiance. Zapewne sytuacja epidemiologiczna także miała na to wpływ. Z Wrocławia przy optymalnych warunkach da się dotrzeć na Podhale w mniej niż 5 h z krótkimi przystankami.

Relacje z podróży Informacje o tanich LOTACH i promocjach na noclegi Aktualności przydatne w TRAKCIE WYJAZDU Obowiązujące obostrzenia

Zakopianka zazwyczaj bywa zatłoczona, zarówno ze względu na popularność Podhala dla turystów, jak i sporą ilość radarów kontrolujących prędkość kierowców. Nie mniej jednak lubię tę trasę – za te wszystkie ostre zakręty, ciągłe podjazdy i zjazdy oraz widoki po drodze.

Jak już wspomniane było we wpisie o wypadzie w Pieniny (sprawdź tutaj) trasa autostradą z Wrocławia do Krakowa do najtańszych nie należy. Sam przejazd poszczególnymi odcinkami A4 w obie strony to po zsumowaniu koszt ponad 70 zł.

“On the road again”

Trik z noclegiem

Z racji, że wypad miał charakter “work & travel“, a ponadto stołowanie się w miejscowych restauracjach odpadało (ze względu na kolejne restrykcje w kwestii panującej epidemii), kluczowym aspektem był wynajem kwatery, który zapewniała miejsce do pracy z laptopem oraz umożliwiała przygotowywanie posiłków.

Po krótkim researchu na Booking’u i Airbnb wybrałam kilka opcji, a finalnie zainteresował nas mini apartament na obrzeżach Zakopanego.
Na apartament składała się sypialnia, łazienka i salon z aneksem kuchennym. Miejsca było wystarczająco także do pracy z laptopem oraz przygotowywania posiłków – mieszkanie było wyposażone w podstawowy sprzęt kuchenny.

A teraz jeśli chodzi o cenę… Na Airbnb cena za 3 noce wynosiła około 650 zł. Poszukałam natomiast tego samego apartamentu na portalu Booking.com – okazało się, że tam ten sam wynajem jest ciut tańszy, więc…dlaczego przepłacać? 🙂

Okazało się jednak, że firma zajmująca się wynajmem podobnych miejsc na szerszą skalę, ma również własną stronę internetową, gdzie także można dokonać takiej rezerwacji. Tam cena była jeszcze niższa – około 550 zł. Minusem jest wymóg opłacenia z góry “kaucji. Ale… nie ma rzeczy niemożliwych! Koniec końców po krótkiej rozmowie telefonicznej z obsługą obiektów i owocnych negocjacjach stanęło na kwocie 500 zł za 3 noce, a kaucja nie była wymagana!

Morał z tego taki, że warto kombinować i szukać różnych opcji na różnych portalach, a czasem okaże się, że bezpośrednia rezerwacja jest najkorzystniejsza.
Apartament, z którego korzystaliśmy: https://www.rentlikehome.com/.

Opcje wycieczek szlakami Tatrzańskiego Parku Narodowego

Wycieczka nr 1:
Trzydniowiański Wierch – Kończysty Wierch – Starorobociański Wierch – pętla o długości 32 km

Ta trasa chodziła mi po głowie od bardzo dawna, tylko zawsze była “za długa”. Widok na otulone mgłą wierchy z bliżej nieokreślonych powodów przypomina mi słynny włoski szczyt Seceda (ten wciąż widnieje “nieodhaczony” na mojej liście wymarzonych miejsc do zwiedzenia). No i wreszcie udało mi się spełnić to małe marzenie, jednocześnie zaliczając niemal 32-dwu kilometrowy spacerek.

Początek szlaku, którym dotrzemy na pierwszy w kolejności Trzydniowiański Wierch (1758 m n.p.m.), ma miejsce na Siwej Polanie (początek Doliny Chochołowskiej). Stamtąd wyruszamy w trasę szlakiem zielonym, by po dotarciu do Polany Trzydniówka odbić w lewo na szlak czerwony, prowadzący wprost na Trzydniowiański Wierch. Przed nami odcinek mierzący około 6 km.

Tatry prawie jak Bieszczady
Tatry prawie jak Bieszczady

Trasa nie jest ektramalnie trudna, ale niektóre podejścia bywają męczące. Czasami zmagamy się ze sporym błotem, w wyższych partiach zaczyna pojawiać się także zalegający śnieg.

Po wyjściu ponad poziom kosodrzewiny oczom ukazuje się niezwykła panoramia Tatr Zachodnich z takimi szczytami jak: Grześ, Ornak, Wołowiec czy Czerwone Wierchy. Na zboczach wierzchołków widać oznaki walki jesieni z zimą.

Kierując się dalej do Kończystego Wierchu (2002 m n.p.m.) towarzyszą nam niezwykłe zjawiska – tym razem podziwiamy wspaniałe spektakle wędrujących przez okoliczne wzniesienia chmur. Podejście, choć wydaje się być naprawdę w zasięgu ręki, jest odległe o około godzinną wędrówkę. Docierając na szczyt odkrywamy kolejne widoki – tym razem oczom ukazuje się panorama słowackiej części tatr. Widoki są naprawdę bajeczne.

Na Kończystym Wierchu robimy krótką przerwę i decydujemy się iść do Starorobociańskiego Wierchu (2176 m n.p.m.), choć pogoda zaczyna płatać figle, a widoczność robi się coraz słabsza. Na Klin – bo taka jest też alternatywna nazwa tego szczytu – zdobywamy przy bardzo małej widoczności. Wierzchołek znajduje się centralnie na granicy polsko-słowackiej. Jedyne, co mogliśmy “podziwiać” ze szczytu to graniczny głaz oraz skaliste podłoże Klinu.

Starorobociański Wierch – niesamowite widoki 😉

Chwilka postoju i zaczynamy zejście – choć nawet nie było jeszcze 15:00 to aura sprawia, że coraz bardziej dało się odczuć nadchodzący wieczór.

Początkowo trudno jest nam znaleźć szlak, bo duża mgła z lekkimi opadami deszczu zdecydowanie nie pomagają. Po chwili jednak udaje się dostrzec na jednym z kamieni biało-czerwone paski – możemy więc ruszać!

Kierujemy się na Siwy Zwornik – tam napotkaliśmy pierwsze skrzyżowanie szlaków: czerwonego z zielonym. Wybieramy zielony szlak podążający w kierunku Siwej Przełęczy. Na Siwej Przełęczy zaś należy ponownie skręcić w lewo na czarny szlak, którym będziemy podążać kolejne kilometry, aż do Polany Iwanówka. Ten odcinek trasy nie był najłatwiejszy – było dość stromo i wąsko, a zalegający śnieg momentami znacznie utrudniał przejście – niestety raczki zostały w walizce. Powoli zaczęło się robić także już ciemniej, w związku z czym latarka stała się niezbędna.

Pod koniec szlaku czarnego w okolicy Polany Iwanówka na trasie w stronę Starorobociańskiej Doliny uporczywe stało się błoto, które zalegało na remontowanym odcinku szlaku. Tym bardziej, że zastał nas już wtedy totalny mrok.

Finalnie pętla, jaką przebyliśmy z miejsca parkingu do szlaku, na szczyty i z powrotem alternatywną trasą, liczyła niemal 32 km. Łącznie nasz marsz trwał około 9 h. Około 5 h pokonywaliśmy szlak w górę, zaś zejście zajęły niecałe 4h.
W tej trasie na pewno przydadzą się wytrwałe nogi – po pierwsze ze względu na niemałą odległość, jaką się pokonuje, a po drugie ze względu na mozolne momentami podejścia oraz wbrew pozorom “niewygodne” zejścia. Szlak, który obraliśmy jako drogę powrotną, prawdopodobnie byłby jeszcze trudniejszy niż podejście pod Wierchy.

Koszty, jakie trzeba ponieść przy okazji takiej wycieczki to wstęp do Tatrzańskiego Parku Narodowego (w kwocie 6 zł za osobę dorosłą). Ponadto do opłacenia jest parking samochodowy, o ile docieracie na początek szlaku własnym autem. Z racji, że sezon jest niski, całodzienny koszt parkingu to 10 zł (jeden z parkingów przy Siwej Polanie). Ostatni, najbliższy z parkingów, umiejscowiony zaraz przed szlabanem Parku Narodowego był droższy o 5 zł.

Trasa pętli – od Siwej Polany na Starorobociański Wierch i z powrotem:

Zrzut ekranu z serwisu mapa-turystyczna.pl

Wycieczka 2:
“Spacer” do jednej z najpiękniejszych tatrzańskich dolin – Doliny Pięciu Stawów Polskich (20 km)

Drugi dzień, kiedy mogłam pozwolić sobie na trekking, chciałam poświęcić by dotrzeć nad któreś z tatrzańskich jezior. Stanęło na Dolinie Pięciu Stawów, gdzie wcześniej byłam tylko raz w życiu – kilka lat temu.

Do Doliny wyruszam z parkingu w Palenicy Białczańskiej. Tutaj ponownie trzeba uiścić opłatę za wejście na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego – przypomnę, jest to 6 zł.

Początkowo to ta sama trasa co na słynne Morskie Oko – asfaltowa droga z lekkim podejściem. Po dotarciu do Wodogrzmotów Mickiewicza zmieniam szlak na zielony i rozpoczyna się podejście w górę lasu.

Pierwszy odcinek jest nieco męczący, bo stanowi go strome podejście po kamiennym chodniku. Potem jednak trasa staje się bardziej przyjemna. Podążając w głąb Doliny Roztoki, krok po kroku, coraz bardziej czuć majestatyczność Tatr. Wiele razy przekraczam krystalicznie czysty potok. Zewsząd słychać szum przemieszczającej się górskiej wody oraz wiatru.

Po wyjściu na bardziej otwarty teren zaczynam dostrzegać kamienne grzbiety gór, otaczające Dolinę Pięciu Stawów. Im wyżej wychodzę tym częściej spowalniam marsz, by podziwiać niesamowite widoki. Utwierdzam się, że Tatry to zdecydowanie mój top, jeśli chodzi o Polską naturę.

Dalsza trasa prowadzi do Rzeżuch (1429 m n.p.m.), gdzie rozwidlają się szlaki. Od tej pory podążam szlakiem czarnym, który doprowadzi mnie wprost do Schroniska PTTK w Dolinie Pięciu Stawów (1671 m n.p.m.). Podejście ponownie staje się strome, bowiem na krótkim odcinku pokonuje się przewyższenie około 250 m. Widoki jednak rekompensują zmęczenie, na horyzoncie także pojawia się największy polski wodospad – Wielka Siklawa. Odcinek od Rzeżuch do schroniska to około 40 minut drogi i tyle mniej więce mi to zajmuje – częste przystanki, by zrobić fotkę pochłaniają sporo czasu 😅

Droga do Doliny Pięciu Stawów – widoki na czarnym szlaku

Gdy dotarłam do celu postanowiłam jeszcze przejść się “po okolicy”, wypić herbatę i napawać się widokami. Skorzystałam także z oferty schroniska, które w dobie pandemii umożliwia zakup jedzenia i picia przez boczne okienko. Mój wybór padł na zupę pomidorową oraz tradycyjną szarlotkę (obie po 8 zł). Przy niemałych problemach z utrzymaniem w ładzie włosów walczących z uporczywym wiatrem, zjadłam pomidorówkę, dopchałam “cheat mealem” w postaci szarlotki oraz mogłam ruszać w drogę powrotną.

W obawie, że zastanie mnie mrok, nie wydłużałam sztucznie wycieczki, lecz podążyłam tym samym szlakiem w dół w stronę Doliny Roztoki. Jak się potem okazało, udało mi się zejść bardzo szybko, przez co żałowałam, że nie zdecydowałam się dotrzeć jeszcze do Wielkiej Siklawy, która jest oddalona od “Piątki” o kwadrans drogi.

Podejście do Doliny Pięciu Stawów od Palenicy Białczańskiej z wieloma przerwami na liczne zachwyty i zdjęcia zajęło mi łącznie niecałe 3 h. Z powrotem przeszłam ten sam odcinek w około 2 h, by o 16:00 ruszać busem w stronę Zakopanego (cena biletu: 10 zł).

Tego dnia zanotowałam kolejne długie kilometry w statystykach sportowego zegarka – trasa do Doliny Pięciu Stawów, eksplorowanie terenu pomiędzy stawami oraz późniejszy spacer po centrum Zakopanego to kolejne 25 km, jakie mogłam dorzucić do sumy wszystkich “spacerów” tego weekendu.
Łącznie w Tatrach w ciągu tych kilku dni “wychodziłam” 65 kilometrów – reset udany! 🔥


Trasa wycieczki – od Palenicy Białczańskiej do Schroniska PTTK w Dolinie Pięciu Stawów:

Zrzut ekranu z serwisu mapa-turystyczna.pl

Podsumowanie kosztów

Termin podróży: 24 – 27 października 2020
Liczba osób: 2

Rodzaj wydatkuKoszt
Koszt wynajmu apartamentu (3 doby)500 zł
Paliwo286 zł
Opłata za przejazd autostradą71,30 zł
Bilet do TPN (6 zł/os.)24 zł
Opłata za parking10 zł
Bilet na bus do Zakopanego (10 zł/os.)20 zł
Posiłek w Schronisku PTTK (1 os.)16 zł
Podsumowanie kosztów927,30 zł

W przeliczeniu na 1 osobę wypad w Pieniny kosztował 471,65 zł.

Paulina

Dotychczasowe podróże: USA, Islandia, Tajlandia, Wielka Brytania, Włochy, Portugalia, Kuba, Austria, Niemcy, Norwegia, Turcja, Bułgaria, Cypr, Malta, Czechy, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Hiszpania, Słowacja, Polska | Sprzęt foto: iPhone XS, Nikon D5500 | Dron: DJI Spark

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top