Albania na własną rękę – plan zwiedzania + polecajki jedzeniowe

Albania z racji na swoją otwartość względem turystyki (brak kwarantanny oraz wymogów co do testów, szczepień czy dowodów ozdrowień) może być tegorocznym hitem dla urlopowiczów z Europy. Stąd my zdecydowałyśmy się na podróż jeszcze zanim sezon na dobre się rozpoczął, a tym samym uniknęłyśmy możliwej fali turystów, która prawdopodobnie nawiedzi kraj w okresie wakacyjnym. Czy warto zobaczyć Albanię? Oj zdecydowanie tak! Przyznam, że jako osoba, która podróżowała w różne zakątki globu, miałam pewne obawy, na ile mój wysublimowany gust i głód podróżowania zostanie tam zaspokojony. Na szczęście połączenie morza i gór oraz niesamowita natura to coś, co kocham – a tak właśnie najprościej opisać ten bałkański kraj.

Gdybym osobiście miała jechać wyłącznie na wybrzeże Albanii, aby “leżeć plackiem na plaży” – nie zdecydowałabym się prawdopodobnie na taką podróż. Dlaczego? Ponieważ research, jaki razem z Ewą przeprowadziłyśmy przygotowując się do tegoż wyjazdu, ukazał, że Albania to również wiele niesamowitych zakątków i darów natury, dla których warto poświęcić kilka dni kosztem leżaka, drinka z palemką czy złotej skóry. Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że ten ląd sprawia wrażenie takiego “niezadeptanego” turystycznie. Dla osób rządnych przygód, które wolą niszowe destynacje, będzie to idealne miejsce i idealny moment, by doświadczyć albańskiej przygody na własnej skórze – zanim stanie się popularna wśród europejskich (i nie tylko!) turystów.

Ważne informacje przed podróżami po Albanii

Zanim przytoczę listę miejsc, w które warto się udać w Albanii, chciałabym zaznaczyć kilka istotnych faktów, mogących ułatwić organizację podróży.

Uprzedzenia i stereotypy

Przed wyjazdem do Albanii warto zostawić wszelkie uprzedzenia i stereotypy w Polsce. Obawy o bezpieczeństwo? Niesłuszne. Wariacka jazda Albańczyków – owszem, na drogach bywa chaos, ale skoro my dwie to potrafiłyśmy ogarnąć to na pewno wielu kierowców także sobie z tym poradzi.

Jeszcze nigdy w podróży nie odbyłam tylu przyjaznych wymian zdań oraz nie spotkałam się z takim zainteresowaniem ze strony lokalsów (być może przeważał tu fakt płci podróżujących – czyli dwuosobowy skład dziewczyn). Usłyszałyśmy mnóstwo zapytań “where are you from”, odbyłyśmy sporo small talków. Zdarzały się nawet sytuacje, gdy ktoś chciał nam coś postawić lub dostawałyśmy coś gratis (np. kawa czy napój w restauracji).

Transport

Najwygodniejszym środkiem transportu będzie zdecydowanie samochód – własny (jeśli decydujecie się na dojazd do Albanii drogą tranzytową) lub wynajęty. Istnieje także możliwość podróżowania busami/autobusami, ale z tym może być różnie – mam na myśli możliwe opóźnienia w odjazdach i przyjazdach, co przy napiętym planie może nieco komplikować optymalizację zwiedzania. Można także podróżować pociągiem, lecz ta opcja rzekomo jest najmniej pewną (wnioski na podstawie researchu).

Podróże w głąb lądu

Do eksplorowania lądu może przydać się auto o nieco większych mocach. Albania to górzysty kraj, gdzie często pokonuje się liczne serpentyny, strome podjazdy i zjazdy, czy też napotyka szutrową drogę pełną dziur. Jeśli koszt wynajmu nie gra dla Was roli – polecamy auto z napędem 4×4 lub model o wyższej sile silnika.

Relacje z podróży Informacje o tanich LOTACH i promocjach na noclegi Aktualności przydatne w TRAKCIE WYJAZDU Obowiązujące obostrzenia

Pieniądze

W Albanii transakcje bezgotówkowe są zdecydowanie mniej popularne od tradycyjnych płatności w lokalnej walucie czy euro. Warto więc być przygotowanym i mieć ze sobą zarówno euro jak i walutową kartę płatniczą (np. Revolut). Tym pierwszym często można po prostu zapłacić lub można dokonać wymiany w kantorze. Drugie przyda się do realizacji bezgotówkowych transakcji, bądź wypłat z bankomatu.

Plażing

Albańskie wybrzeże bywa kamieniste – szczególnie jeśli mowa o plażach mniej oklepanych niż te w głównych resortach turystycznych. Dlatego warto pomyśleć o stosownym obuwiu lub przygotować się mentalnie na nie zawsze komfortowe wejścia do wody 😅

Co warto zobaczyć w Albanii?

Wykonany skrupulatnie research pozwolił wyłonić prawdziwe albańskie perełki. I choć nie wszystkie udało nam się zobaczyć, poniżej przytaczam kompletną listę punktów, podzielonych na kilka „kategorii”.

Jeziora i kaniony w Albanii

Bovilla Lake

Lądując w Tiranie grzechem byłoby pominąć ten niesamowity sztuczny zbiornik wodny o niezwykłej barwie wody. Ze stolicy do wspomnianego jeziora jest zaledwie 26 km, lecz droga wiodąca na miejsce sama w sobie jest nie lada atrakcją. Początkowo trasa wiedzie przez część miejską, by potem ukazać pierwsze dzikie oblicze Albanii. Większość odcinka Hida Road to najzwyczajniej w świecie szutr, który wznosi się ponad ziemię tworząc masę pyłu, nie wspominając już o niezliczonej liczbie dziur i niemałych kamieni. Jednak po ekscytującym przejeździe w samym środku kanionu, widoki są już tylko wyśmienite: turkusowa woda, formacje skalne pokryte soczystą zielenią, łąki pełne owiec oraz klimatyczna restauracja z możliwością obserwowania ciągnącego się w dal jeziora Bovilla.

Dodatkową opcją może być trekking na wystającą ponad urwisko skałę – w około 40 minut od parkingu przy wodnej zaporze dotarłyśmy w miejsce docelowe. Można pokusić się o małą wspinaczkę na wspomnianą skałę i poczuć się niczym na norweskiej Trolltundze 😆

Komani Lake

Jezioro to także stanowi sztuczny zbiornik wodny. Porównać to można do widoków rodem z Tajlandii (ze względu na charakterystyczne skalne formacje pokryte zielonymi roślinami) czy Norwegii (ów widok z łódki przypominał mi norweskie fiordy, tyle że nieco niższe).

Akwen położony w północnej części Albanii może stanowić doskonały transport dla tych, którzy chcieliby poeksplorować tamtejsze Góry Przeklęte. Choć nazywany jest jeziorem bardziej przypomina obszerną rzekę, której przepłynięcie promem zajmuje 2h. Droga wiodąca do miejsca, skąd odpływa prom to znów niemałe wyzwanie – szutr przeplata się z miejscami występującym asfaltem, niekoniecznie dobrej jakości. Kamienie, serpentyny, dziury to stały element tej trasy. Warto jednak ją podjąć, bo jezioro Koman jest naprawdę piękne. Przed wybraniem się jednak w trasę warto sprawdzić, czy promy funkcjonują – nas zaskoczyła informacja, iż przewoźnik, na którego się nastawiałyśmy pływa tylko w sobotę (o czym oczywiście na stronie internetowej nie było ani słowa). Całe szczęście na miejscu znalazło się kilku lokalsów, którzy zaoferowali “prywatny” kurs łodzią.

Osum Canyon

Ten wąwóz rzeczny znajduje się w południowej części Albanii. My finalnie nie zdecydowałyśmy się, by dotrzeć do tego miejsca ze względu na ograniczony czas, jakim dysponowałyśmy. Jak każda wycieczka w głąb lądu również i trasa do kanionu Osum jest czasochłonna i wymagałaby poświęcenia prawdopodobnie całego dnia pobytu.

The Blue Eye

Jedna z najsłynniejszych atrakcji Albanii. Źródło o krystalicznie czystej wodzie przyciąga rzesze turystów i można znaleźć o nim sporo informacji, jednak nas finalnie zniechęciły opinie lokalnej ludności, która twierdziła, że ta atrakcja nie jest warta długiej wyprawy tam. Finalnie nie wypowiemy się, czy warto czy nie, gdyż faktycznie zrezygnowałyśmy z dotarcia do The Blue Eye. Jeśli ktoś lubi jednak piękny kolor wody, naturę oraz rześką wodę – polecamy uwzględnić to miejsce na trasie 😊

Langarica Canyon

Minusem wielu niesamowitych miejsc w Albanii jest to, że są położone w takich lokacjach, do których dotarcie zajmuje mnóstwo czasu. I tak jest także w przypadku tego punktu, który my jednak odpuściłyśmy. To miejsce można jednocześnie określić mianem naturalnego SPA. Dlaczego? Z powodu źródeł termalnych oraz basenu wypełnionego siarkową wodą, w którym można się wykąpać. Nieopodal miejscowości Përmet rozpoczyna się ów wspomniany kanion, w którego wnętrzu płynie niewielka rzeczka. Poza wspomnianym basenem nie lada atrakcję stanowi także charakterystyczny most – Kadiut Bridge – bardzo fotogeniczny (co widzimy w relacjach internetowych innych podróżników).

Plaże

Przygotowując się do wyjazdu szukałyśmy plaż dalekich od kurortów, bo takie zazwyczaj są bardziej dzikie i naturalne, co często idzie w parze z niezwykłym pięknem oraz fotogenicznością – a na tej nam zależy, mając przy sobie niemal zawsze nasze statki powietrzne 😉 Niestety napięty plan zwiedzania sprawił, że na plaże trafiłyśmy zaledwie 3 razy. Mimo to podrzucamy także listę innych magicznych miejsc do plażowania, jakie na podstawie doświadczeń innych podróżników skłoniły nas, by wpisać je na listę “must-see”.

Bora Bora

Wlora jest jednym z czołowych kurortów turystycznych na albańskim wybrzeżu. Jednak specyficzne położenie sprawia, iż tamtejsza miejska plaża nie dość, że jest mniej atrakcyjna wizualnie (znajdują się tuż przy głównej drodze miasta) to także uchodzi za dość zanieczyszczoną. Wynika to z faktu, że Wlora mieści się w zatoce i niemal ze wszystkich stron otacza ją jakiś ląd – siłą rzeczy więc brudniejsza woda kumuluje się właśnie tam. Ponadto lokalni mieszkańcy uwielbiają plażing, spotykając się na schadzkach, pogawędkach czy różnorodnych grach. A robią to bez kozery, bo… wjeżdżając na wspomnianą plaże samochodem 😀

Dlatego też polecamy odjechać nieco od centrum i poszukać bardziej ustronnego miejsca do kąpieli. U nas finalnie stanęło na plaży Bora Bora mieszczącej się przy trasie SH8 na południe od Wlory.

Mango Beach

Saranda obok Wlory stanowi kolejny kurort, gdzie także macie szansę skorzystać z kąpieli morskich i słonecznych, jednak tutaj znów najbliższą opcją jest miejska plaża w samym centrum. Tym razem chcąc ująć nieco widoczków z drona udałyśmy się na nieco bardziej fotogeniczną Mango Beach. Plaża położona jest nieopodal hoteli, dlatego zakładamy, że dostęp do niej w sezonie może być płatny. Do dyspozycji jest jednak ogrom leżaków, a wybrzeże mieni się naprawdę pięknymi barwami.

Ksamil

Kolejny kurort, ale już typowo nastawiony na plażowanie, stanowi miasteczko Ksamil, położone na samym południu kraju. Piękna, turkusowa woda, miękki, niemal biały piasek, drewniane pomościki, rajskie parasole, mini wysepki, bary z drinkami czy mrożoną kawą na wyciągnięcie ręki – to wszystko znajduje się właśnie w miejscu, które nazywane jest także Rivierą. Faktycznie miejsce jest imponujące i żałujemy, że akurat trafiłyśmy tam na silny wiatr, który uniemożliwił nam poszalenie z dronami. Jednak wyobrażam sobie, że w sezonie może tutaj być prawdziwy “ścisk”.

Inne godne uwagi miejsca do plażowania, do których nam osobiście nie udało się dotrzeć:

  • Pulëbardha Beach
  • Plazhi i Pasqyrave
  • Bay of Grama
  • Dhërmiu Beach

Miasteczka i zabytki Albanii

Musimy otwarcie przyznać, że zrezygnowałyśmy ze zwiedzania Tirany. Trochę odwiedzone opiniami, a trochę w obawach o ograniczoną ilość czasu, jaką mamy do dyspozycji vs nasza albańska bucket-list, postawiłyśmy na szereg innych miasteczek, które wydawały się znacznie ciekawsze.

Gjirokaster

Położone na zboczu gór miasto zachwyca swoim “starym miastem” oraz górującym ponad zabudowaniami twierdzą i zamkiem o tej samej nazwie. Muszę się zgodzić, że faktycznie ten widok robi wrażenie. Nie bez powodu Gjirokaster znalazło się na liście UNESCO. Oprócz zwiedzenia zamku warto także udać się na spacer po miejskich uliczkach, które pełne są restauracji czy też witryn, w których można kupić tradycyjne, albańskie produkty i pamiątki.

Vuno

Urocza wioseczka, w której czas jakby wolniej płynie. Spokój gwarantuje mały ruch – miejscowość zamieszkuje niewielu mieszkańców, a ruch po jednej jedynej ulicy nie przytłacza tak jak to się dzieje w większych miastach. Na centralnym placu można ugościć się w przemiłej miniaturowej kawiarence, kosztując lokalnej potrawy – byrek czy racząc się mrożonym napojem.

Berat

Położone nad rzeką Osum miasteczko przyciąga architekturą – tutaj bowiem fasady kamienic oraz ich okna tworzą ciekawą mozaikę. Z racji tej kompozycji Berat nazywany jest “miastem tysiąca okien”, co doskonale potwierdzają załączone zdjęcia. Jeśli chcielibyście zostać tu dłużej polecamy spacer uliczkami miasteczka, czy też skorzystanie z oferty gastronomicznej. Dla nas Berat był przystankiem w drodze powrotnej, dlatego czasu starczyło jedynie na obejście głównych ulic.

Lekursi Castle

na jednym ze wzgórz, otaczających Sarandę mieszczą się ruiny zamku Lekursi, z których roztacza się przepiękny widok na linię wybrzeża. Same ruiny nie są imponujące, jednak warto tutaj zajść, będąc fanem zachodów słońca. Na miejscu dostępna jest także restauracja, gdzie możecie zjeść posiłek usadawiając się na tarasie i podziwiając ten obłędny widok. Na ruiny zamku można dotrzeć zarówno pieszo, jak samochodem, na co decyduje się wielu turystów z racji dość długiego i stromego podejścia. Wybierając opcję pieszą koniecznie warto zajrzeć do restauracji Natyra, która ulokowana jest po przeciwnej stronie zbocza. Widok również niczego sobie, tym razem nie na morze, lecz na imponujące pasmo górskie.

Saranda, Wlora, Ksamil

Miejsca dobre, jeśli chcecie typowo poplażować, skorzystać z oferty gastronomicznej czy też poznać nocne życie na wybrzeżu Albanii.

Inne warte zobaczenia miejsca:

  • Porto Palermo – twierdza położona na wyspie
  • Ali Pasha Bridge – potężny, kamienny most, rodem jak z pocztówki.

Góry

Albania jest krajem niezwykle górzystym, a co ważniejsze krainy te można uznać za dzikie i nieodkryte, porównując do innych pasm w Europie. Tym, na czym bardzo nam zależało, było zobaczenie choćby namiastki Gór Przeklętych (im bardziej złowrogo to brzmi, tym bardziej się rajcuję :P) – w planie była Dolica Valbonë, jednak plan, który założyłyśmy sobie nie wypali. Prom, jaki miał nas przetransportować przez Jezioro Komani w pobliże gór, nie kursował danego dnia, dlatego finalnie z naszej górskiej listy na własne oczy zobaczyłyśmy jedynie Przełęcz Llogara.

Przełęcz Llogara

Kierując się samochodem z Wlory na południe kraju, chcąc jednocześnie trzymać się wybrzeża, przejeżdża się przez Park Narodowy Llogara, który mieści się na terenie gór Çika. Droga ów jest niesamowicie malownicza, ale i emocjonująca, bowiem stanowi istny rollercoaster jeśli chodzi o zakręty, zjazdy i podjazdy. Przy okazji podziwiamy wybrzeże, a z drugiej strony towarzyszą nam szczyty wspomnianego pasma górskiego. Sama przełęcz znajduje się na wysokości 1027 m n.p.m. Widoki imponujące!

Dolina Valbonë

Przedsmak Gór Przeklętych. Na zdjęciach miejsce to przypomina Alpy Julijskie (Słowenia). To tutaj najbardziej postępuje komercjalizacja jeśli chodzi o tereny Gór Przeklętych. Do dyspozycji turystów są już dostępne hotele, pensjonaty, a nawet campingi. Obfituje w wiele atrakcyjnych szlaków trekkingowych.

Dolina Theth

Wciąż dziki i bardziej “naturalny” obszar na północy Albanii. Wioska o tej samej nazwie bywa rzekomo odcięta od świata przy mniej sprzyjającej aurze pogodowej. Tamtejsze tereny wchodzą w skład Parku Narodowego Theth. Do Theth można dostać się drogą lądową (busem lub samochodem) od strony miasta Szkodra.

Góry Przeklęte

Potoczna nazwa pasma Alp Albańskich, które położone są na północy kraju. Ich wciąż trwająca niedostępność sprawia, że są bardzo łakomym kąskiem dla tych, którzy kochają wędrówki górskie, lecz są zmęczeni tłumami. W Góry Przeklęte prowadzą trudne trasy, często przebiegające wzdłuż zboczy, wąskie i z wieloma zakrętami, dlatego na taką przygodę przyda się na pewno pojazd z wyższym zawieszeniem.

Gdzie warto zjeść lub się napić w Albanii?

The Wave, Wlora – kuchnia włoska

Jeśli dotrzecie do Wlory a lubicie włoską kuchnię, udajcie się do The Wave. To tutaj skosztowałyśmy gnocchi oraz pizzy, robiąc przystanek w tym mieście. Knajpa położona jest przy głównym deptaku, tuż przy alei z palmami. Warto przybyć późniejszym popołudniem/wczesnym wieczorem. Powód? Bajeczny zachód słońca widoczny z ogródka restauracji. Ceny z kategorii tych “wyższych” w Albanii – nasz dwuosobowy lunch z dwoma piwami kosztował niecałe 80 zł.

Natyra Restaurant, Saranda

Wybierając się na ruiny zamku w Sarandzie, warto zajrzeć do restauracji Natyra. “Robotę” robi tu przede wszystkim położenie lokalu – można tutaj bowiem zjeść pyszny lunch z widokiem na górski krajobraz. My przy okazji pory kolacyjnej zdecydowałyśmy się na zamówienie zapiekanego sera (ser podobny do fety), sałatki oraz frytek. Duże porcje pozwoliły się nam w pełni najeść – tym bardziej, iż jedynie sery stanowiły odrębne posiłki (frytki czy sałatkę zjadłyśmy po połowie). Ceny umiarkowane.

La Banana, Saranda

To miejsce odnalazłyśmy “spontanicznie” przechadzając się po kurorcie. Urocza knajpka urzekła nas bujną roślinnością oraz klimatycznymi abażurami niczym z Bali. Ulokowana jest w bocznej uliczce, ale niespełna kilkadziesiąt metrów od głównego deptaka, zatem możecie poczuć tu nieco intymności. Do La Banana zaszłyśmy na jedno z naszych śniadań – w opcji są tradycyjne tosty czy omlety, ale w karcie znajdują się także kompleksowe pozycje: śniadanie kontynentalne lub angielskie. Skusiłyśmy się na obie opcje, ponieważ przy cenie 500 leków miałyśmy nie tylko posiłek, ale również napój. Śniadania były skromne, szczególnie jeśli chodzi o warzywa (zauważyłyśmy jednak, że na dawkę witamin prosto z warzyw nie ma co liczyć zamawiając właściwy posiłek, lecz decydując się na sałatkę).

Italian Mattarello, Saranda

Knajpka prowadzona przez bardzo miłych włochów urzekła nas pewną swojskością, dlatego wpadłyśmy tu dwa razy w porze śniadaniowej. Tosty i omlety oraz cappuccino stanowiły dobry początek dnia. Poza wytrawną opcją można skusić się na słodkie śniadanie w formie ciepłego ciasta w kształcie pieroga, wypełnionego płynną Nutellą oraz posypanego cukrem (na urlopie kalorie się nie liczą 😉). W karcie ponadto są także pizze, sałatki, drinki czy desery.

Lula Bar, Vuno

W drodze na południe Albanii przejeżdżałyśmy przez uroczą miejscowość Vuno. Postanowiłyśmy się zatrzymać by przyjrzeć się tamtejszym zabudowaniom, ale też zrobić przerwę i spożyć jakiś posiłek. Zaintrygował nas bar przy głównym – i jedynym chyba(?) – placyku – jak się potem okazało bardzo słusznie. Po krótkiej pogawędce z właścicielem zostałyśmy namówione na skosztowanie tradycyjnego albańskiego byrka, czyli pewnego rodzaju zapiekanki, z farszem zrobionym z tego, co aktualnie kucharz ma pod ręką. My zdecydowałyśmy się na wersję wege, zawierającą ziemniaki oraz ser. Warto skosztować tego smakołyku ☺️

Bovilla Restorant

Wspinając się na punkt widokowy nad jeziorem Bovilla mijamy w oddali restaurację, położoną na zboczu z widokiem wprost na jezioro i okoliczne szczyty. Po hikingu postanowiłyśmy przetestować to miejsce, bo rzadko zdarza się mieć niemal wyłącznie dla siebie tak wspaniałe obrazki (poza nami w restauracji przebywało jednocześnie zaledwie kilku gości, a powierzchnia obiektu jest naprawdę spora). Padło na smażony ser, sałatkę grecką oraz frytki. Zamówiłyśmy pojedyncze porcje każdego z tych dań i słusznie, bo to co potem zobaczyłyśmy na talerzach przerosło nasze możliwości! Ceny bardzo atrakcyjne, obsługa bardzo miła.

Ice Roll, Saranda

Tym, którzy nie mogą odmówić sobie słodkości, polecamy zrobić to w nietypowy sposób i posmakować lodów w wersji tajskiej. Te wyjątkowe zawijaski nie dość, że są atrakcyjne wizualnie, to smakują również obłędnie, a cała tajemnica tkwi w przygotowywaniu ich “na żywo” na bazie świeżych składników. Podstawowa wersja bez bajerów to koszt około 4 euro.

Mapa punktów

Paulina

Dotychczasowe podróże: USA, Islandia, Tajlandia, Wielka Brytania, Włochy, Portugalia, Kuba, Austria, Niemcy, Norwegia, Turcja, Bułgaria, Cypr, Malta, Czechy, Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Hiszpania, Słowacja, Polska | Sprzęt foto: iPhone XS, Nikon D5500 | Dron: DJI Spark

One thought on “Albania na własną rękę – plan zwiedzania + polecajki jedzeniowe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top